piątek, 27 grudnia 2013

Wywiad dla Pisaninki

   W listopadzie tego roku pani Ania Grzyb przeprowadziła ze mną wywiad. Tekst został opublikowany na blogu recenzenckim autorki http://asymaka.blogspot.co.uk/, a także ukazał się w lokalnych Faktach Wałeckich. Dzisiaj, dzięki uprzejmości pani Ani, zamieszczam go również i u siebie. Zapraszam :)



JESTEM NIEULECZALNĄ MARZYCIELKĄ

   Z wykształcenia pedagog, z zamiłowania pisarka, jak sama o sobie mówi. Ma na swoim koncie udany zeszłoroczny debiut, zatytułowany „Niezapominajki” i jego kontynuację „W poszukiwaniu siebie”. Bohaterką obu tych powieści jest Izabela, młoda, zagubiona dziewczyna, która wkracza powoli w świat dorosłości i odpowiedzialności. Czy będzie popełniała błędy? Okaże się mądrą, a może naiwną dziewczyną?
Autorka na stałe mieszka za granicą. To w hrabstwie Norfolk zadomowiła się i tutaj jest szczęśliwa. Miłośniczka książek, fotografii, malarstwa. Uwielbia podróże. Prywatnie mama małej Izabeli. Znajduje też czas na prowadzenie bloga: http://niezapominajki13.blogspot.co.uk/

Ewelino, po przeczytaniu Twoich dwóch książek jestem niemalże pewna, że piszesz od dawna. Czy mam rację? Zdaje mi się, że kochasz to całym sercem, każda komórką swego ciała?

Tak, to prawda, piszę od dawna. I prawdą jest też, że kocham pisać całym sercem. Będąc jeszcze w szkole podstawowej zakochałam się w twórczości Lucy Maud Montgomery, szczególnie w powieści „Emilka ze Srebrnego Nowiu”. W Emilce odnalazłam swoją bratnią duszę i, podobnie jak ona, zapragnęłam zostać pisarką. To było moje największe dziecięce marzenie. Pierwsze przymiarki do napisania powieści rozpoczęłam mając mniej więcej dwanaście lat. Pamiętam, że najwięcej radości sprawiało mi powoływanie do życia bohaterów, nadawanie im imion, wymyślanie ich przygód i perypetii. Gorzej mi szło z samym pisaniem. Do tego potrzebne mi były lata praktyki, czytanie książek i uczenie się na własnych błędach. Musiało minąć kilkanaście lat, zanim uznałam, że napisałam coś dobrego i godnego uwagi.

Czy postać Izabeli od samego początku miała być właśnie taka, zagubiona, naiwna? Wydaje mi się, że Ty sama jesteś zupełnie inna, czy trudno było stworzyć, wykreować taką bohaterkę?

Jestem inna, to prawda, ale wydaje mi się, że to wynika z faktu, iż ja sama już dojrzałam i ten najtrudniejszy wiek mam za sobą. Wiem, kim jestem i do czego dążę. Izabela w „Niezapominajkach” jest dopiero na początku podróży w poszukiwaniu siebie i swoich pragnień. Musi zrozumieć wiele rzeczy, popełnić wiele błędów, zanim ostatecznie pojmie, czego właściwie oczekuje od życia. Stworzenie postaci Izabeli wbrew pozorom nie było wcale takie trudne. Być może dlatego, że zaczynając pisać tę powieść, sama miałam siedemnaście lat i wiele z przemyśleń i wątpliwości Izabeli towarzyszyło także i mi. Drugą część natomiast skończyłam mając lat niemal trzydzieści, więc siłą rzeczy bohaterowie dojrzewali razem ze mną. Myślę, że obie książki na tym zyskały. Poza tym z bohaterami literackimi bywa tak, że swoim postępowaniem nieraz zaskakują samego piszącego. Izabela zaskakiwała mnie, irytowała, ale pozwoliłam się prowadzić intuicji i nie ulepszałam jej na siłę. Taka była – naturalna, porywcza, czasami bezmyślna, i nie chciałam tego zmieniać.

Opisałaś i w pierwszym, i w drugim tomie wiele zdarzeń, ludzkich historii, nie ograniczyłaś się tylko i wyłącznie do opowiedzenia losów młodej bohaterki. Wątki poboczne wydają się być tak samo istotne, jak życie głównej bohaterki. Czy to wnikliwa obserwacja otaczającego Cię świata, czy całkowita fikcja literacka?

Myślę, że jedno i drugie. Wydarzenia i postacie w książce są w przeważającej większości fikcyjne, ale nigdy nie byłabym w stanie opisać ich tak dogłębnie, gdybym nie obserwowała świata wokół mnie. Pisząc książkę najbardziej zależało mi na tym, by sytuacje i postaci były tak prawdopodobne, jak to tylko możliwe. Dlatego też napisanie obu powieści zajęło mi tak wiele czasu. Starałam się przemyśleć każdy szczegół, każde zdarzenie pod kątem prawdopodobieństwa, nie chciałam, by cokolwiek zabrzmiało sztucznie. To czasochłonna i wyczerpująca praca, ale dzięki temu jestem w pełni zadowolona z efektów. Moje postacie żyją własnym życiem, a fabuła nie jest przesłodzona. Każdy wątek w powieści ma jakieś znaczenie, każda scena ma na celu coś przekazać. Myślę, że dzięki temu obie książki czyta się szybko. Opisane historie ciekawią, nie nużą. Oczywiście są w książce drobne elementy, sytuacje, historyjki z życia wzięte. Na przykład historie o duchach, które w pierwszej części opowiada Majka, zaczerpnęłam z rodzinnych opowieści. Podobnie, jak śmieszne sytuacje, o których opowiadają sobie Iza i Krzysiek. Na tym między innymi polega praca pisarza – na wynajdywaniu takich perełek, zabawnych sytuacji, ciekawych historii i czerpanie z nich natchnienia.

Którego swojego bohatera darzysz największą sympatią?

Hmm, to trudne pytanie, bo wszyscy bohaterowie, których stworzyłam, są mi bardzo bliscy. Kiedy spędza się z kimś tyle lat, praktycznie żyje się w jego świecie (jakkolwiek dziwnie to zabrzmi), to siłą rzeczy wytwarza się swoista więź. Taka więź pomiędzy pisarzem i stworzonymi przez niego postaciami jest naprawdę wyjątkowa. Lubię Boberową za jej prostolinijność i dobre serce, Majkę za wrażliwość i romantyczną duszę, Izabelę za jej zwariowane pomysły i zbuntowaną naturę, Arka za szczerość, odwagę i odpowiedzialność, Jerrego za życiową mądrość... Długo mogłabym tak wymieniać!

Czy w Twojej głowie są już pomysły na kolejne niebanalne postacie? Czy coś się „pisze”?

Ha! Chciałabym, aby samo się pisało! A tak na poważnie, to mam dużo pomysłów, które czekają na swoją kolej. Na chwilę obecną mam trzy zaczęte powieści, z czego dwie piszę praktycznie na przemian, kiedy znajdę wolną chwilkę. A że jako młoda mama czasu wolnego mam niewiele, to i praca nad nimi raczej się wlecze. Mam jednak nadzieję, że uda mi się je dokończyć.

Masz małą córeczkę, jaką jesteś mamą?

Kochającą, troskliwą, może czasami trochę nadopiekuńczą. Ufam temu, co podpowiada mi instynkt i staram się, aby moja córeczka miała radosne, beztroskie, pełne zabaw i śmiechu dzieciństwo. Pragnę wychować ją na mądrą i rozsądną dziewczynę.

Czy planujesz kiedyś napisać książeczkę dla dzieci? Myślę, że mógłby to być ciekawy projekt. Z Twoją wrażliwością!

Przyznaję, że taka myśl już kilka razy przemknęła mi przez głowę. Kto wie? Może kiedy moja córeczka trochę podrośnie, razem wpadniemy na jakiś dobry pomysł?

Uwielbiasz czytać, która powieść zapadła Ci w pamięć szczególnie? Jakich bohaterów preferuje Ewelina Kłoda? Jakiego typu książki?

Może zacznę od tego, jakich bohaterów nie lubię. Nie lubię postaci płytkich, sztucznych i nudnych. Moim zdaniem dobra postać to taka, która wzbudza w czytelniku emocje. Jeżeli ktoś po przeczytaniu mojej książki stwierdzi, że główna bohaterka irytowała go swoim postępowaniem na każdym kroku, to dla mnie będzie to znak, że stworzyłam postać żywą, bohatera, wobec którego czytelnik nie pozostaje obojętny. Lubię postacie wielowymiarowe, ludzkie, posiadające wady i zalety, jakieś swoje słabostki, niepoddające się jednoznacznym ocenom. Chyba dlatego tak bardzo pokochałam powieści Jane Austen. Akcja w nich raczej wartko się nie toczy, ale te postacie! Austen miała niezwykły dar do kreowania wyrazistych bohaterów. W pamięć szczególnie zapadła mi „Duma i uprzedzenie”, a w niej rewelacyjne postacie pana Collinsa i pani Bennet. Co do typu książek, to nie mam jakiś wyraźnie sprecyzowanych preferencji. Przeczytam i romans i horror, pod warunkiem, że książka mnie wciągnie, zainteresuje, zaintryguje, poruszy lub czegoś istotnego zdoła mnie nauczyć.

Powiedz coś na temat Twojej kolejnej pasji, czyli fotografii…

Fotografią interesuję się od dawna, praktycznie od czasu, gdy w ręce wpadł mi mój pierwszy aparat. Fascynuje mnie możliwość uchwycenia ulotnych chwil, momentów szczęścia, zachwytu, wzruszenia, całego ładunku emocji, które nam towarzyszą w chwili powstawania zdjęcia. Magia fotografii polega na tym, że uwieczniamy coś, co już nigdy się nie powtórzy. I na tym, że nawet po wielu latach trzymane w dłoni zdjęcie potrafi przywołać wszystko to, co czuliśmy w tamtym jedynym, niepowtarzalnym momencie naszego życia. Lubię patrzeć na świat poprzez pryzmat aparatu fotograficznego. Odnajdywanie wyjątkowych i szczególnych ujęć oraz sama obróbka zdjęć sprawiają mi wiele radości i satysfakcji.

W kilku słowach, do jakiego Twoim zdaniem czytelnika skierowane są Twoje powieści? Chyba niekoniecznie są to książki dla młodzieży?

Myślę, że w przypadku moich powieści wiek tak naprawdę nie ma znaczenia. Moje książki czytują zarówno nastolatki, jak i panie po osiemdziesiątce, i w obu przypadkach spotykam się z pozytywnymi opiniami. Młodszemu pokoleniu być może łatwiej przyjdzie utożsamiać się z głównymi bohaterami, ale starsze pokolenie dzięki moim książkom ma szansę odbyć nostalgiczną podróż do lat własnej młodości, powspominać dawne czasy, przypomnieć sobie dawne uczucia, emocje, nastoletnie rozterki i dylematy.

Czy tęsknisz za Beskidami? Opowiedz czytelnikom o Bielsku-Białej, z którego to miasta  przecież pochodzisz…

Oczywiście, że tęsknię. Tęsknię za Polską, za rodziną, przyjaciółmi, za polskimi górami i za moim rodzinnym miastem. Tam się wychowałam, dorastałam. Są to miejsca, z którymi wiąże mnie wiele wspaniałych wspomnień. Bielsko-Biała to piękne miejsce, pełne urokliwych uliczek, ciekawych zabytków, zachwycającej architektury, nastrojowych kawiarenek... Za każdym razem, gdy je odwiedzam, ze zdumieniem obserwuję, jak zmienia się, rozrasta, pięknieje. Jest to miasto naprawdę warte tego, aby je odwiedzić, do czego wszystkich gorąco zachęcam!

Jaką porę roku lubisz najbardziej?

Każda pora roku ma w sobie coś, co lubię. Lubię wiosnę za cudowny zapach budzącej się do życia natury, lubię lato, bo od dziecka kojarzy mi się ze słońcem i błogą, wakacyjną beztroską, lubię jesień za piękne barwy drzew, a zimę za to, że w długie i mroźne wieczory czyni mój dom tak ciepłym i przytulnym.

O czym marzy Ewelina Kłoda?

Jako, że od dziecka jestem nieuleczalną marzycielką, marzę nieustannie i o wielu rzeczach. Marzę o szczęśliwym i spokojnym życiu dla siebie i moich najbliższych, o dalekich podróżach i o tym, by dalej pisać. Wierzę w to, że marzenia nadają sens naszemu życiu. I że są możliwe do spełnienia. Jestem tego żywym przykładem.

Bardzo dziękuję za rozmowę, cieszę się, że zgodziłaś się na ten wywiad.

Ja również dziękuję. To było bardzo miłe i ciekawe doświadczenie.

piątek, 20 grudnia 2013

WESOŁYCH ŚWIĄT!

   KOCHANI, ŻYCZĘ WAM RADOSNYCH I SPOKOJNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA ORAZ WSZELKIEJ POMYŚLNOŚCI W NADCHODZĄCYM NOWYM ROKU!


niedziela, 15 grudnia 2013

Mistyczny czy intelektualny?

   Lubię czytać wywiady z pisarzami. Z ogromnym zainteresowaniem czytam o ich życiu, pasjach, światopoglądzie, ale przede wszystkim ciekawią mnie fragmenty poświęcone pisaniu. Zawsze z zafascynowaniem czytam o tym, dlaczego ludzie piszą, jak zaczęła się ich przygoda z pisaniem, co kochają w pisaniu najbardziej, jaki jest ich stosunek to tworzonego świata i zamieszkujących go bohaterów, jakie w swojej pracy napotykają przeszkody i jak sobie z nimi radzą. Lubię czytać o kulisach powstawania znanych powieści, o pomysłach, które pojawiają się znienacka i przeradzają się w fascynujące i porywające historie.
   Tak się składa, że przeczytałam ostatnio bardzo ciekawy wywiad z turecką pisarką Elif Shafak. Przeczytałam i zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy autorzy powieści pisząc spuszczają swoją historię "ze smyczy" i pozwalają jej biec własnym torem, czy też raczej niczym rzeźbiarze skrupulatnie i metodycznie poddają materiał obróbce, by nadać mu z góry zaplanowany kształt?
   Zaczęłam się zastanawiać nad tym nie bez przyczyny, bowiem według Elif Shafak istnieją dwa sposoby pisania powieści. Pierwszy, w którym fabuła, postacie i zakończenie jest zaplanowane i pozostaje pod kontrolą pisarza, jest bardziej intelektualny i świadomy. Drugi sposób natomiast Shafak przyrównała do procesu mistycznego. Pisarz tworzy będąc w stanie swoistego upojenia, bez świadomości tego, w jakim kierunku poprowadzi go powstająca właśnie historia. Postacie wymykają się twórcy spod kontroli i zaczynają żyć własnym życiem. Shafak porównuje to niezwykłe zjawisko samoistnego tworzenia się postaci literackich do perły rosnącej w perłopławie, w którym pisarz jedynie zasiewa ziarenko. Sama autorka przyznaje, że zdecydowanie bliżej jej do tego drugiego sposobu pisania powieści, nazywając pisanie procesem hipnotycznym. "Czasem piszesz zdania i jesteś zaskoczony: czy to ja jestem twórcą tych fraz czy jestem tylko skrybą, który je zapisuje? Czy słowa przychodzą do mnie czy też to ja je wymyślam?" (fragment wywiadu, którego całość można przeczytać tutaj).
   Zaciekawiona wyznaniem pisarki zaczęłam poszukiwać autora, który prezentowałby owe intelektualne podejście do procesu twórczego i tak natrafiłam na wywiad z pewnym bardzo poczytnym amerykańskim pisarzem. John Grisham, bo o nim mowa, w wywiadzie udzielonym czasopismu El Paris tak mówi o pisaniu książek: "Nigdy nie pracuję nad jedną książką, ale nad kilkoma jednocześnie (...) Gdy piszę jedną, w głowie układam sobie plan dwóch następnych (...) Kiedy już mam pomysł na kolejną powieść, staram się wymyślić jej fabułę od początku do końca. Zanim usiądę do pisania, wiem już wszystko, co ma się wydarzyć. Później przez kilka miesięcy gromadzę materiały, wgryzam się w temat. W końcu przychodzi czas pisania. Grubą książkę piszę w trzy miesiące". 
   Gdzieś pomiędzy tymi dwoma biegunami znajdują się autorzy, którzy mają plan, lecz nie zawsze ściśle się go trzymają. Przykładem może być tutaj autorka bestsellerowych powieści Jodi Picoult. "Zwykle wiem, o czym chcę pisać. Jakim tematem się zająć. Bardzo dobrze znam bohaterów. Zwykle też wiem do jakiego punktu historia ma się potoczyć, bo większość z moich książek ma na końcu zaskakujący zwrot akcji, który jest zaplanowany. Ale często nie wiem, jaką drogą dotrę do tego punktu. Wydaje się, że wszystko wiem, aż tu nagle coś się zmienia. Nauczyłam się pozwalać książce samej szukać swojej ścieżki" - przyznaje pisarka w wywiadzie opublikowanym kilka lat temu na onet.kultura.
   Jak widać podejście do tworzenia powieści jest różne u różnych autorów. Jedni w wywiadach opowiadają o natchnieniu, inni o ciężkiej pracy wymagającej systematyczności, skrupulatności i samozaparcia. Jedni twierdzą, że ich powieści wręcz piszą się same, drudzy wspominają o trudach i mękach tworzenia. Jednak bez względu na to, czy proces twórczy ociera się o mistycyzm, czy też pozostaje pod pełną kontrolą naszej świadomości, pozostaje on zjawiskiem fascynującym, który w pełni objawia potęgę naszej wyobraźni.

piątek, 6 grudnia 2013

Moimi oczami: Eisriesenwelt

   Niedaleko Salzburga, w masywie Tennengebirge, na wysokości 1641 m znajduje się wejście do jednego z najbardziej niezwykłych miejsc w Austrii - Eisriesenwelt - świata lodowych olbrzymów. Jest to największy na świecie system jaskiń lodowych, ciągnący się we wnętrzu góry Hochkogel na długości około 42 km. Tę odkrytą w 1879 roku jaskinię rocznie odwiedza blisko 200 tysięcy turystów. I nic w tym dziwnego, gdyż Eisriesenwelt zachwyca naturalnym pięknem lodowych formacji, z których niektóre doczekały się nawet swoich nazw (m.in. Lodowe Organy, Lodowa Kaplica).
   Temperatura wewnątrz grot nie przekracza 0 stopni, a skraplająca się przez wapienne szczeliny woda natychmiast zamarza. Różnica temperatur pomiędzy wnętrzem grot a światem zewnętrznym sprawia, że wkroczeniu do jaskini towarzyszy silny i mroźny podmuch. W pierwszej chwili stanowi on przyjemne orzeźwienie, szczególnie podczas upału, ale ponieważ czas zwiedzania wynosi ponad godzinę, koniecznie trzeba zadbać o kurtkę i ciepłe buty.
   Nie tylko jaskinie gwarantują niezapomniane przeżycia, ale sam szlak do nich prowadzący także. To wspaniała wycieczka górska, podczas której można rozkoszować się niezapomnianymi widokami austriackich Alp.
   Poniżej trasa do Eisriesenwelt w moim obiektywie.









   W drodze powrotnej warto zatrzymać się w schronisku Dr. Oedl-Haus (1575 m). W znajdującej się w nim restauracji zawsze panuje ruch, ale warto poczekać na złożone zamówienie, gdyż jedzenie serwują w niej przepyszne :)


   Niestety ze względów organizacyjnych we wnętrzu jaskiń nie wolno robić zdjęć, ale zachęcam do odwiedzenia strony internetowej Eisriesenwelt, gdzie można obejrzeć kilka niezwykłych ujęć. Poniżej jedna z fotografii, które znalazłam w sieci. Na zachętę :)


http://www.eisriesenwelt.at/

sobota, 23 listopada 2013

Kiedy piszę... - podsumowanie

   My, ludzie, zostaliśmy obdarzeni przez naturę fascynującym i potężnym narzędziem - wyobraźnią. Niektórzy z nas z tego daru nie korzystają wcale. Nie znając własnych możliwości ograniczają się do spraw codziennych, nie czytają książek, zadowalają się wlepianiem wzroku w telewizor i zwyczajnym życiem tu i teraz. Rzadko śnią, jeszcze rzadziej marzą, a nie wiedząc tak naprawdę, co tracą, bywają ze swojego wypranego z wyobraźni życia całkiem zadowoleni. Są ludzie, którzy oddają się marzeniom, często chodzą z głową w chmurach i sięgają po książki pozwalając, by lektura zabierała ich w daleką, fascynującą podróż. Są też ludzie, którym i to nie wystarcza. Ich wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach, a w głowach nieustannie kłębią się historie, które szukają ujścia. Tacy ludzie często sięgają po pióro.
   Pisanie to czynność, która dla wielu stała się pasją i największą życiową namiętnością. Ludzie piszą od wieków. Piszą z konieczności, z potrzeby serca, z poczuciem, że mają się czym podzielić. Jedni przelewają myśli na papier, a następnie chowają notatki przed wzrokiem innych głęboko na dnie szuflady, podczas gdy drudzy piszą z nadzieją na dotarcie do szerszej publiczności.
   Zaciekawiona pewnym artykułem zaczęłam się zastanawiać, dlaczego właściwie piszemy powieści. Co nas ku temu popycha? Poprosiłam kilku znanych pisarzy i pisarki o dokończenie czterech zdań związanych z pisaniem, i w październiku na swoim blogu rozpoczęłam cykl postów pt. "Kiedy piszę... czyli o mękach i radościach tworzenia" (pierwszy post można przeczytać tutaj). Dzisiaj nadszedł czas na krótkie podsumowanie.
   Zanim jednak zacznę, pragnę gorąco podziękować wszystkim tym, którzy zgodzili się wziąć udział w tym projekcie i poświęcili swój czas, by odpowiedzieć na nurtujące mnie pytania. To było fascynujące doświadczenie. Każdą napływającą odpowiedź czytałam z ogromnym zainteresowaniem. Często były one zaskakująco zbieżne (choć większość z nich napłynęła jeszcze przed publikacją drugiego postu z serii), co uświadomiło mi, że pod względem motywów i uczuć towarzyszących nam przy pisaniu, nas, pisarzy, tak naprawdę niewiele różni. W trakcie redagowania kolejnych postów nie raz zdarzyło mi się wykrzyknąć w myślach: "Hej! Mam dokładnie tak samo!". To było miłe zaskoczenie i już sam ten fakt sprawia, że nie żałuję ani jednej poświęconej projektowi minuty.
   Poniższe podsumowanie składa się w sporej części z wypowiedzi pisarzy i pisarek biorących udział w projekcie. Starałam się zawrzeć ich jak najwięcej. A zatem...

   Dlaczego piszemy?
   Wisława Szymborska powiedziała kiedyś, że "czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła". Myślę, że ich pisanie także. Po pióro sięgamy z wielu powodów. Często wynika to z potrzeby, nie wyobrażamy sobie bowiem życia bez pisania, jesteśmy od niego uzależnieni. Dla wielu jest to czynność, która pozwala się odstresować, poprawia samopoczucie, sprawia przyjemność. Piszemy, ponieważ najzwyczajniej w świecie lubimy to robić, w ten sposób porządkujemy także swoje myśli, dajemy upust emocjom, wylewamy z siebie kotłujące się w naszych głowach historie, a niekiedy nawet spełniamy swoje marzenia z dzieciństwa.

   Czym jest dla nas pisanie?
   Pisanie to czynność, która wyzwala w nas rozmaite emocje. Bywa jednocześnie męką i czystą przyjemnością. Z jednej strony pozwala nam się zrelaksować, dostarcza rozrywki, stanowi odskocznię od szarej codzienności, od pracy i obowiązków, a z drugiej bywa ciężką i frustrującą pracą, wyzwaniem, któremu staramy się sprostać najlepiej, jak potrafimy. Pisanie jest sposobem na życie, na rozwijanie siebie, na docieranie do nieznanych zakamarków własnego umysłu, porządkowanie świata wokół siebie, sposobem na odnajdywanie alternatywnych rozwiązań i dopisywanie właściwych zakończeń. Dzięki pisaniu uczymy się samodyscypliny, cierpliwości i dystansu, mamy możliwość weryfikowania swoich sądów, oswajania i komentowania otaczającej nas rzeczywistości, a także tworzenia innego, lepszego świata, w którym realizujemy marzenia swoje i naszych czytelników. Pisanie jest pasją, namiętnością, spełnieniem i nieustającą przygodą. Bywa także wentylem bezpieczeństwa, poprzez który dajemy upust nadmiarowi gromadzących się emocji, stając się tym samym dla wielu z nas swoistą terapią.

   Kiedy piszemy...
   Czytając wypowiedzi pisarzy i pisarek jedna rzecz od razu rzuciła mi się w oczy. Otóż okazuje się, że pisarze żyją... w dwóch światach. Istnieje dla nas świat zewnętrzny, realny, w którym żyjemy na co dzień, oraz świat wewnętrzny, wyimaginowany, do którego podróżujemy w wyobraźni za każdym razem, gdy sięgamy po pióro. Zdarza się, że podzielna uwaga pozwala nam na przebywanie w obu tych światach jednocześnie, ale częściej bywa tak, że podczas pisania przestajemy istnieć dla rzeczywistości, a ona przestaje istnieć dla nas. Kiedy piszemy, przeważnie lubimy ciszę. Odcinamy się od wszystkiego, co nas otacza i wkraczamy w tworzony przez nas świat, często zatracając przy tym poczucie czasu. Niektórzy z nas lubią podczas pisania słuchać muzyki, lubią coś podjadać, popijać kawę. Kiedy piszemy, żyjemy życiem naszych bohaterów, stajemy się twórcami, którzy decydują o ich losie. To daje wielu z nas specyficzne poczucie wolności i władzy, którego trudno jest doświadczyć w realnym życiu. Po godzinach spędzonych na bujaniu w obłokach, przeżywaniu przygód, radości i smutków, wcielaniu się w różne charaktery, powroty bywają trudne. Ale na szczęście w zdecydowanej większości przypadków udaje się nam oddzielić te nasze dwa światy i dwa życia grubą kreską.

   Kim są dla nas nasi bohaterowie?
   Kiedy piszemy, podróżujemy do innego świata, w którym napotykamy innych ludzi. Ludzi niezwykłych, bo zrodzonych w naszej wyobraźni. Dla wielu z nas postacie te stanowią jedynie kolejne, ważne narzędzie służące opowiadaniu konkretnej historii, kreacje, w które staramy się tchnąć życie. Wymyślamy ich, nadajemy im imiona, cechy charakteru, staramy się wniknąć w ich sposób myślenia, zrozumieć motywy. Przez jakiś czas traktujemy ich jak dobrych znajomych, po czym pozwalamy, by wyruszali w świat i zapominamy o nich, gdy na horyzoncie pojawiają się nowi. Czasami jednak nasz związek z bohaterami staje się intensywny i głęboki. Traktujemy ich jak dobrych przyjaciół, członków rodziny, z którymi spędzamy mnóstwo czasu. Stają się oni dla nas żywymi postaciami, ludźmi z krwi i kości, do których czujemy ogromne przywiązanie. Niektórzy porównują swoich bohaterów do dzieci, którym dają życie, a następnie pozwalają samym się rozwijać. Co ciekawe, nasze postacie nie zawsze podlegają całkowicie woli swego twórcy. Wielu z nas podkreśla, że w trakcie powstawania powieści bohaterowie wymykają się spod kontroli, zaskakują, bywają krnąbrni i nieobliczalni. Bywa także, że nasz związek z bohaterami idzie o krok dalej i stają się oni... częścią nas samych. Przelewamy w nich własne emocje, obawy, pragnienia. Dajemy im cząstkę siebie, a nawet pozwalamy na to, by w pewnym stopniu stawali się naszym wcieleniem w innej postaci i w innym życiu.

   Pisanie jest czynnością niezwykłą, dla niektórych wręcz magiczną. Sprawia, że życie jest pełniejsze, ciekawsze, bardziej ekscytujące. Pisanie jest przygodą. Jest pasją, której można oddawać się bez końca. Jest także pracą - ciężką i wyczerpującą. O tym, jak wiele trzeba w nią włożyć cierpliwości, czasu i energii wiedzą najlepiej doświadczeni pisarze. To oni od lat pracują nad językiem, cierpliwie opanowują trudną sztukę przekładania myśli na słowa i szlifują ten cenny dar, jakim jest umiejętność snucia powieści.
   Na koniec tych zainteresowanych, którzy nie mieli jeszcze okazji przeczytać wszystkich postów z serii, odsyłam do nowej zakładki poświęconej projektowi - Kiedy piszę... Znajdziecie tam nazwiska wszystkich autorów, którzy wzięli w nim udział, a także moje własne odpowiedzi na cztery zadane pytania. Zapraszam :)

sobota, 16 listopada 2013

Kiedy piszę... czyli o mękach i radościach tworzenia (6)

"(...) dla nas, piszących, pisanie jest za każdym razem szaleńczą, ekscytującą przygodą, przeprawą malutkim czółnem przez pełne morze, samotnym szybowaniem w kosmos."
(Hermann Hesse)


   Dziś pragnę was zaprosić do kolejnego postu z serii "Kiedy piszę...", w którym po raz ostatni oddaję głos autorkom i autorom. Co nas, pisarzy, tak bardzo w pisaniu pociąga? Dlaczego oddajemy się tej czynności z taką pasją i zaangażowaniem? Kim stają się dla nas wykreowane w naszej wyobraźni postacie? Zachęcam do przeczytania kolejnych ciekawych wypowiedzi, a podsumowanie zamykające całą serię na moim blogu już wkrótce :)

Renata L. Górska
(autorka powieści "Błędne siostry", "Za plecami anioła", "Cztery pory lata")
Piszę, ponieważ...nie lubię mówić, a myśli, emocje i fantazje dopraszają się uwolnienia.
Pisanie jest dla mnie... zajęciem wywołującym krańcowe odczucia, od przyjemności i satysfakcji po zwątpienie. Lekcją pokory. Kpiną z czasu. Darem, który należy szlifować jak diament. Spełnieniem. Ucieczką.
Kiedy piszę... żyję w dwóch równoległych światach. Kiedy tylko mogę, kluczem idei otwieram inną rzeczywistość i przemykam się do niej. Kreuję ją spontanicznie, wcielam się w jej mieszkańców, daję się ponieść wydarzeniom. Zatracam poczucie czasu. Po powrocie stamtąd nie zamęczam otoczenia relacjami z procesu twórczego. Umiem zamknąć drzwi za fikcją.
Moi bohaterowie są dla mnie... w trakcie pisania, postaciami z krwi i kości, kimś bliskim, bardzo dobrze znanym, lubianym lub mnie drażniącym. Po zakończeniu powieści już tylko starymi przyjaciółmi, o których czasem pomyśli się z sentymentem, zatęskni za nimi, lecz nasze drogi się rozeszły. Nie postrzegam ich jako swoich dzieci, nie są również moim alter ego, choć oczywiście po części są też moimi "oczami i ustami". Wymyślają się sami, potrafią mnie zaskakiwać. 

Olga Rudnicka
(autorka powieści "Cichy wielbiciel", "Martwe jezioro", "Natalii 5")
Piszę, ponieważ... jestem uzależniona. To moja używka, pasja, forma psychoterapii i relaksu.
Pisanie jest dla mnie... skokiem w inny świat. Czuję, że odrywam się od szarej rzeczywistości, by zaczerpnąć tchu. Tchu, który jest dla mnie dawką energii ;-)
Kiedy piszę... czuję się wolna, władcza i pewna siebie. Czyli taka, jaką siebie lubię.
Moi bohaterowie są dla mnie... postaciami, z którymi dzielę lepsze i gorsze dni. Spędzamy ze sobą dużo czasu. Dają mi sporo radości, czasem bywają marudni i nachalni. Nie pozwalają mi na wplatanie kolejnych wątków, są uparci i za wszelką cenę muszą postawić na swoim ;-)

Grzegorz Kozera
(autor powieści "Berlin, późne lato", "Droga do Tarvisio", "Biały kafka")
Piszę, ponieważ nic innego nie potrafię, poza czytaniem.
Pisanie jest dla mnie ciężką, ale przyjemną pracą.
Kiedy piszę, piszę całym sobą.
Moi bohaterowie są dla mnie bliskimi znajomymi, czasami bardzo bliskimi. Lubię ich, nawet jeśli czytelnicy ich nie lubią. 

Monika Madejek
(autorka powieści dla dzieci "Zeszyt z aniołami")
Piszę, ponieważ w mojej głowie rodzi się i kłębi wiele myśli, wrażeń, emocji i historii. Mam przeczucie, że jak ich nie zapiszę, one tam pozostaną, a wtedy stracę kontakt z rzeczywistością.
Pisanie jest dla mnie niebywałą przyjemnością, przygodą, relaksem, jogą, radością i szczęśliwością. Nie piszę o elfach i wróżkach, ale gdy przelewam słowa, przenoszę się w jakiś bajeczny magiczny świat i hoduję zakwasy na policzkach od uśmiechu.
Kiedy piszę, muszę mieć ciszę. Wyłączam muzykę, telefon i internet. Odcinam się zupełnie od świata rzeczywistego, bo tylko w ten sposób mogę przenieść się całą sobą w świat, który kreuję.
Moi bohaterowie są dla mnie jak rodzina. I jak rodzina mają własne zdanie, są niesforni i czasem pokazują mi język. Gdy zaczynałam pisać miałam wrażenie, teraz już mam pewność, że ja ich jedynie rodzę w głowie, a potem robią, co chcą.

Marta Łukomska-Grzebuła
(autorka powieści "Dzień, który nie miał jutra", "Zapomnę imię twoje", "Kobieta z okna")
Piszę, ponieważ... pisanie jest dla mnie czymś w rodzaju terapii. Ucieczką od tego, co tu i teraz.
Od tego, co muszę, a co chciałabym. Ale nie tylko. Pisanie sprawia mi po prostu przyjemność. To poznawanie siebie, swoich ograniczeń i możliwości. Dokąd zaprowadzi mnie mój własny świat fantazji. Gdy piszę, nie mam planu, co dziwne, ale bezsprzecznie muszę mieć tytuł. Mawiam, że to on jest swoistym kluczem do świata wyobraźni. Otwieram drzwi. Bywa i tak, że pisząc odnoszę wrażenie, iż czytam coś całkiem nowego, zupełnie mi nieznanego. Mawiam, że "duszek podszeptuszek" siedzi mi na ramieniu i dyktuje co mam pisać. Bywa, że nie nadążam za tym szeptem.
Pisanie jest dla mnie... jak powyżej. Ucieczką, poszukiwaniem, odpowiedziami, których sama udzielam, także sobie. A może przede wszystkim sobie, wierząc, że także Czytelnikowi... Piszę od 13 roku życia. Początkowo były to wiersze. Z czasem opowiadania. Potem poszłam dalej. Powieści. Czym jest dla mnie pisanie? Wszystkim, co mam. A także tym, co pragnę mieć.
Kiedy piszę... mąż mówi, że zapominam o całym Świecie. I chyba ma rację.
Moi bohaterowie są dla mnie... moim przyjaciółmi. Ale i tą częścią mojej osobowości, o której istnienie wcześniej się nie podejrzewałam. Bo przecież każdemu z nich daję coś swojego. Nie tylko emocje, uczucia, ale bywa także, że w ich losy wplatam swoje własne. Myślę, że w ten sposób szukam odpowiedzi na dręczące mnie pytania. Czy mogłam zrobić coś lepiej? Inaczej? Mądrzej? I gdy już poznam odpowiedzi, nie pozwalam moim bohaterom na błędy, które stały się moim udziałem. Oddając im swoją mądrość, buduję swój własny - inny - wizerunek. A więc są i mną. Tą, która kiedyś nie umiałam być (na przykład wystarczająco asertywną). Tą, która podlegała naciskom i sugestiom. Oni, moi bohaterowie, obdarzeni moją dzisiejszą mądrością, stają się silniejsi. Ale najpierw pozwalam im na błędy, aby na podstawie przeciwieństw, zdarzeń, zachowań mogli dokonać dobrego wyboru. A więc i ja go dokonuję. Uczę się ucząc, po prostu...

Joanna Opiat-Bojarska
(autorka powieści "Blogostan", "Klub wrednych matek", "Gdzie jesteś, Leno")
Piszę, ponieważ jestem uzależniona. 
Pisanie jest dla mnie cudowną przygodą, ogromnym relaksem, gimnastyką umysłu i rozrywką. 
Kiedy piszę, wylewam z siebie emocje. 
Moi bohaterowie są dla mnie ważni, używam ich do opowiadania historii.

wtorek, 12 listopada 2013

Kiedy piszę... czyli o mękach i radościach tworzenia (5)

"Pisanie jest procesem mistycznym. Pisarze nie kontrolują tekstu. Opowieść, którą snujemy, jest czymś większym od nas i my za nią podążamy. Skaczemy w odmęty tego oceanu i pozwalamy, by porwał nas prąd lub poprowadziły nas kreowane postacie."
(Elif Shafak

   Zapraszam was dzisiaj do kolejnego postu, w którym znani pisarze i pisarki opowiadają o powodach, dla których sięgają po pióro, o uczuciach, które towarzyszą im podczas tworzenia, oraz o tym, czym jest dla nich pisanie i bohaterowie, których tworzą. 

Agnieszka Gil
(autorka powieści "Herbata z jaśminem", "Dziki szczaw")
Piszę, ponieważ czuję, że mam się czym podzielić z czytelnikami. To także okazja, by w sobie coś uporządkować... albo zburzyć. Nie wiem doprawdy, co w pisaniu jest takiego, że tylu ludzi - w tym ja - ma ochotę to robić :) Tym bardziej, że wbrew obiegowym opiniom nie jest tak, iż natchnienie spływa z głowy wprost do palców, które same wygrywają na klawiaturze kolejne rozdziały. Nic z tych rzeczy. Pisanie - poza tym, co najbardziej lubię, czyli wymyślaniu postaci i fabuły, układaniu tego w plan powieści - to dość żmudna praca, polegająca na wyszukiwaniu różnych informacji, składaniu ich ze sobą, komponowaniu z tym, co mam w głowie w taki sposób, by mimo ogromu pracy autorki czytelnik miał poczucie lekkości w czytaniu.
Pisanie jest dla mnie przyjemnością, hobby, okazją do tworzenia postaci i rzeczywistości, ale głównie opisywania istniejącej tak, jak ją widzę. Sposobem na opowiadanie historii kłębiących się gdzieś we mnie i szukających ujścia. Na szczęście nie jest zawodem - gdy coś muszę robić, natychmiast mi się odechciewa. Pisać chcę. Nie za wszelką cenę, nie codziennie, dawkuję sobie tę przyjemność. Ale chcę. Kocham to na swój sposób. Prawie jak czytanie.
Kiedy piszę, lubię ciszę. Muszę mieć odłączony internet. Muszę mieć plan - wielka ze mnie planistka, czasem utknę na jednym zdaniu, gdy nie wiem, jak ma brzmieć następne. Lubię mieć poduszkę pod plecami ułożoną w specjalny sposób, być wygodnie ubrana, mieć rozpuszczone włosy. Ale potrafię to robić nawet na twardym drewnianym krześle, w towarzystwie 25 dzieci - znakomitą część "Herbaty z jaśminem" pisałam w świetlicy pełnej zuchów, podczas kolonii letnich. Z tego wynika, że potrzeba pisania nieraz wykracza poza potrzebę wygody. Silna bestia.
Moi bohaterowie są dla mnie żywi, jeśli to ci właściwi. Ktoś wymyślony na siłę nie daje się lubić, czasem rezygnuję z takiej postaci na rzecz wiarygodnej i przekonującej - najpierw mnie, a w efekcie czytelnika. Lubię ich, czy nie - najważniejsze, by byli trójwymiarowi. Nie czarno-biali. Są mną, moimi przyjaciółmi, wrogami. Nieraz wszystkimi po trochu. Lubię o niektórych wspominać w kolejnych książkach, by czytelnik mógł ich zobaczyć choć z daleka. Ciekawa jestem, kto wypatrzy Kurę w "Układzie nerwowym"... Już niedługo, w styczniu 2014.

Beata Andrzejczuk
(autorka cyklu książek "Pamiętnik nastolatki")
Piszę, ponieważ kocham to robić. Jestem Panią książkowego świata. Ode mnie zależy, co powie, co zrobi bohater, jak potoczą się jego losy. Lubię też, gdy bohaterowie wymykają mi się spod kontroli i mnie zaskakują.
Pisanie jest dla mnie przyjemnością, przygodą i pracą.
Kiedy piszę, wkraczam w inny świat. Ten prawdziwy zostawiam z boku.
Moi bohaterowie są dla mnie bliscy. To ja ich kreuję. Są mi bliscy bez względu na to, czy są pozytywni, czy negatywni. 

Magdalena Witkiewicz
(autorka powieści "Opowieść niewiernej", "Szkoła żon", "Zamek z piasku")
Piszę, ponieważ... lubię wymyślać nowe historie. Lubię wzruszać, lubię marzyć.
Pisanie jest dla mnie... realizacją marzeń. Nie marzeń o pisaniu, ale marzeń innych. Są spełnieniem bajki w życiu moich bohaterów.
Kiedy piszę... musi być cicho. Piję kawę, podjadam. Gdy piszę dużo, kładę się spać z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.
Moi bohaterowie są dla mnie... znajomymi. Czasem przyjaciółmi. Czasem ich nie lubię. Nie ze wszystkimi się przyjaźnię. Niektórzy mnie fascynują. Ale są dla mnie ludźmi z krwi i kości. Nie istnieją tylko na kartkach książek...

Iwona Mejza
(autorka powieści "Wszystkie grzechy nieboszczyka", "Wyszedł z domu i nie wrócił")
Piszę, ponieważ pisanie książek sprawia mi przyjemność.
Pisanie jest dla mnie pewnym wyzwaniem, a jednocześnie zaspokajaniem ciekawości.
Kiedy piszę, koncentruję się na tekście, wchodzę w niego.
Moi bohaterowie są dla mnie ważni.

Aneta Rzepka
(autorka książek "Świat w pastelach Ingi", "Miseczka szczęścia", "Na strunach marzeń")
Piszę, ponieważ lubię wymyślać fikcyjne historie. Od zawsze miałam bujną wyobraźnię i zwyczajnie muszę pozwalać jej pracować, żeby nie eksplodowała.
Pisanie jest dla mnie wylewaniem z siebie nadmiaru emocji, odpoczynkiem, sposobem na oswojenie problemów świata, dopisywaniem własnych rozwiązań do opowieści podpatrzonych w realnym świecie.
Kiedy piszę żyję tym, czym żyją moi bohaterowie. Wchodzę w inny świat, świat mojej fantazji. Wtedy czuję się trochę jak Stwórca, bo tak naprawdę to ode mnie wszystko zależy.
Moi bohaterowie są dla mnie postaciami, które spotykam w świecie wyobraźni. Poznaję ich, czasem lubię, czasem nie. Spędzamy ze sobą dużo czasu, więc bywa, że się zaskakujemy. Uważam ich za osoby bliskie z dwóch powodów. Przede wszystkim każda stworzona przeze mnie postać ma w sobie coś z ludzi, których znam w świecie realnym. Zmieniam ich, łączę dwa charaktery w trzeci, zupełnie nowy. To nie lada wyzwanie. Są mi też bliscy dlatego, że jakby nie było, spędzamy ze sobą sporo czasu, muszę ich znać i rozumieć, żeby o nich pisać. I staram się, żeby byli wiarygodni, jak żywi.

Karol Kłos
(autor powieści "Latarniczka", "Latarnik")
Piszę, ponieważ skłonili mnie do tego wszyscy czytani przeze mnie autorzy i autorki. Od wczesnego dzieciństwa czytam książki, żyję książkami, pożeram je łapczywie rozglądając się wokoło w poszukiwaniu kolejnych książek. Te książki są dla mnie listami skierowanymi do czytelnika, czyli do mnie. Lektura staje się rozmową. Rozmowa wymaga jednak udzielania odpowiedzi. Dlatego piszę. Znacznie bardziej interesuje mnie odpowiadanie książkom i ich autorom, niż innym zwykłym ludziom, których znam. Jeżeli moi znajomi nie czytają, to nie dla nich piszę. To przecież oczywiste.
Pisanie jest dla mnie całym życiem. No i jeszcze kochana żona i syn. Miłości rodziny jestem pewien, natomiast literatura jest kochanką bardzo kapryśną, niezwykle wymagającą i absorbującą. Tej kochanki nie można zadowolić raz na zawsze. Trzeba o nią zabiegać wciąż od nowa. Jednakowoż dobrze jest mieć kochankę :) Trzeba jednak o nią dbać, żeby nie odeszła do innego. Trzeba jej poświęcać sporo czasu. Dlatego pisanie jest ciągłym wyzwaniem, nieustającą próbą.
Kiedy piszę, to bujam w obłokach, latam ponad chmurami, nurzam się w sprośnościach i rozpuście, czynię cuda, zdobywam szczyty, a wszystko to nie ryzykując własnego życia i siedząc wygodnie w fotelu przed kominkiem (często również w dyżurce latarni morskiej podczas nocnego dyżuru). Kiedy piszę, jestem równy innym pisarzom, również tym największym. Świadomość tego doskonale robi mojej próżności. Tak, jestem próżny. Bez wielkiej miłości własnej, egoizmu, wiary w siebie, a także narcyzmu nie można zostać pisarzem.
Moi bohaterowie są dla mnie wcieleniami mojego ducha. Oni to ja w innych postaciach. Jestem ich stwórcą wszechmogącym. To rodzi wiele obowiązków, ale i satysfakcję. Stwarzając własne światy, a w nich moich bohaterów, muszę traktować je z rodzicielską miłością. Oni często kapryszą, buntują się, ale to przecież normalne zachowanie się dzieci.

czwartek, 7 listopada 2013

Kiedy piszę... czyli o mękach i radościach tworzenia (4)

"Ja nie pojmuję natchnienia jako stanu łaski czy też boskiego podmuchu. Według mnie jest to pogodzenie się z tematem dzięki wytrwałemu dążeniu do opanowania go. (...) autor stanowi siłę napędową tematu i odwrotnie. (...) znikają wszelkie przeszkody, wszystkie konflikty zostają usunięte i człowiekowi przychodzą do głowy rzeczy, o których mu się wcześniej nie śniło. Wtedy nie ma w życiu lepszej rzeczy niż pisanie".
(Gabriel Garcia Marquez)

   Pisanie... czym jest? Ciężką pracą? Przyjemnością? Ucieczką? Przygodą? Namiętnością? A może wszystkim po trochu? Jakimi motywami kierujemy się sięgając po pióro? Jakie uczucia towarzyszą nam podczas zagłębiania się w świat literackiej fikcji? W dzisiejszym poście swoimi wrażeniami i pobudkami związanymi z pisaniem dzielą się kolejni znani autorzy i autorki. Zapraszam :) 

Agnieszka Lingas-Łoniewska
(autorka powieści "Łatwopalni", "W szpilkach od Manolo", cyklu książek "Zakręty losu")
Piszę, ponieważ tak mi w duszy gra i ciężko jest żyć z nieustającą orkiestrą w środku. Lubię tworzyć, wymyślać, kreować, cieszą mnie pełne entuzjazmu maile od Czytelników i dlatego nieustannie moja wyobraźnia pracuje na wysokich obrotach.
Pisanie jest dla mnie sensem, receptą, pasją, wieczną przygodą.
Kiedy piszę, słucham muzyki, a potem te piosenki umieszczam w moich książkach.
Moi bohaterowie są dla mnie kolejnym dzieckiem, które się rodzi, rośnie, usamodzielnia się, czasem popełnia błędy, a potem rusza w świat, zostawiając mnie wraz z syndromem opuszczonego gniazda. Aż do kolejnej książki :-)

Joanna Marat
(autorka powieści "Grzechy Joanny")
Piszę, ponieważ jakoś mi to weszło w krew i nie mogę przestać.
Pisanie jest dla mnie... hm trudno powiedzieć czym. Pierwsza myśl jest taka, że stanowi odskocznię od codzienności, od obowiązków, od pracy. Ale chyba nie do końca tak jest, ponieważ z tej rzeczywistości czerpię pomysły. Najczęściej są to różne drobiazgi - powiedzonka albo nawet przekleństwa. Z tej materii buduję przede wszystkim język moich bohaterów. Zwykle noszę przy sobie mały notes, w którym zapisuję różne takie perełki. Niektóre z nich okazują się użyteczne.
Kiedy piszę, to piszę. A jak się rozpiszę, to muszę przerwać, bo obowiązki mnie wzywają. Na pisanie mam czas tylko w weekendy. Od pewnego czasu wykorzystuję je prawie w całości na pisanie właśnie. Natomiast pomysły fabularne przychodzą mi do głowy podczas krótkich spacerów, najczęściej w drodze do pracy.
Moi bohaterowie są dla mnie tym, co najbardziej pociąga mnie w pisaniu. Lubię tworzyć postacie. Niektórzy bohaterowie pojawiają się znienacka, podczas pisania i zdarza się, że wysuwają się na pierwszy plan, chociaż pierwotnie mieli stanowić tylko tło. Wymyślanie postaci to jest wspaniała zabawa. Reszta to praca.

Małgorzata Kursa
(autorka powieści "Tajemnica sosnowego dworku", "Teściową oddam od zaraz", "Niespodziewany trup")
Piszę, ponieważ świetnie się przy tym bawię.
Pisanie jest dla mnie znakomitą terapią i porządkowaniem świata wokół siebie.
Kiedy piszę, uruchamiam swoje poczucie humoru z nadzieją, że ono pozwoli czytelnikowi choć na chwilę oderwać się od codziennych problemów.
Moi bohaterowie są dla mnie ciężkim utrapieniem. Nigdy nie wiem, co wymyślą. Ale to fajne.

Piotr Sender
(autor powieści "Punkhead" i "Bóg nosi dres")
Piszę, ponieważ... odkryłem w pisaniu sposób na wyrażenie siebie, emocji, szczególnie tych, których nie chcę nikomu pokazać.
Pisanie jest dla mnie... wyrzuceniem z siebie zalegających śmieci, nikogo przy tym nie obciążając. Czytelnicy poznają później historie nasycone emocjami. Dla mnie najważniejsze, że nie wiedzą, w jakich chwilach mojego życia te emocje się pojawiły.
Kiedy piszę... staram się być najlepszy, próbuję nie oszukiwać.
Moi bohaterowie są dla mnie... mną, zamkniętym w innym ciele i przeżywającym inne życie.

Mariola Zaczyńska
(autorka książek "Gonić króliczka", "Jak to robią twardzielki...", "Szkodliwy pakiet cnót")
Piszę, ponieważ... nie mam poczucia misji, nie mam przymusu. Piszę bo lubię i umiem to robić.
Pisanie jest dla mnie... Pisanie to proces i ciężka praca. W moich powieściach jest dużo bohaterów (może dlatego, że takie też jest moje życie - zawsze otacza mnie tłum ludzi). Wymaga to szczególnej uwagi, by dobrze scharakteryzować postacie, wyodrębnić ich wątki, a na końcu połączyć ich losy w logiczną całość. Piszę komedie, a to trudny gatunek.
Kiedy piszę... Pisząc, myślę o czytelnikach: czy im się powieść spodoba, czy będą się śmiać w tych momentach, w których powinni, czy się wzruszą... Kiedy piszę... powinnam powiesić łańcuch z kłódką na lodówce. Przy każdym zająknięciu się, przy każdej pustce w głowie - biegnę do lodówki i pochłaniam coś bez sensu. Łatwiej było, gdy paliłam papierosy. No, ale nie palę...
Moi bohaterowie są dla mnie... Przyznam, że to już są dla mnie postacie z krwi i kości. Wiem, co lubią, jak się ubierają, co by powiedzieli w konkretnej sytuacji. Lubię ludzi barwnych i takich staram się tworzyć, przedstawiać. I chyba się to udaje, skoro czytelnicy zabiegają o to, aby ich ulubieni bohaterowie pojawiali się w kolejnych powieściach. Tak było w przypadku Alberty z "Gonić króliczka" i "Jak robią to twardzielki...", i tak jest teraz z Finką, która pojawiła się w "Szkodliwym pakiecie cnót". Taka identyfikacja z postacią i sympatia jej okazywana - to wielka radość dla pisarza!

Magdalena Zimniak
(autorka powieści "Jezioro cierni", "Pokój Marty", "Willa")
Piszę, ponieważ mam w głowie różne historie, dość niejasne i nieprecyzyjne, spisanie ich pomaga mi je uporządkować, a później podzielić się nimi z innymi. Przypuszczam, że każdy autor ma w sobie coś z psychicznego ekshibicjonisty, inaczej trzymałby swoje twory w szufladzie zamiast je publikować. 
Pisanie jest dla mnie przyjemnością i ciężką pracą. Przyjemnością, ponieważ zanurzam się w świecie, nad którym sprawuję kontrolę, pracą, bo niekiedy mam ochotę robić wszystko, oprócz stukania w klawiaturę, ale jeśli bym sobie odpuściła, utknęłabym w miejscu. Mogłoby być jeszcze sposobem na zarobienie dużych pieniędzy...
Kiedy piszę, żyję w dwóch światach. Jeden - realny, drugi - wymyślony. Na szczęście nie przenikają się nawzajem, potrafię oddzielić je grubą kreską.
Moi bohaterowie są dla mnie twardym orzechem do zgryzienia. Staram się wejść w ich sposób myślenia, zrozumieć motywy. Jestem więc w pewnym sensie każdym z nich, zarówno skrzywdzoną, kruchą dziewczynką jak i psychopatycznym sadystą. 

    poniedziałek, 4 listopada 2013

    Kiedy piszę... czyli o mękach i radościach tworzenia (3)

    "(...) Okamgnienie trwać będzie tak długo, jak zechcę,
    pozwoli się podzielić na małe wieczności
    pełne wstrzymanych w locie kul.
    Na zawsze, jeśli każę, nic się tu nie stanie.
    Bez mojej woli nawet liść nie spadnie
    ani źdźbło się nie ugnie pod kropką kopytka (...)"
    (Wisława Szymborska, fragment wiersza Radość pisania)

       "Kiedy piszę... czyli o mękach i radościach tworzenia" to seria postów poświęconych motywom i uczuciom, które towarzyszą pisarzom podczas pisania. Dlaczego piszemy? Czym jest dla nas pisanie? Kim stają się dla nas bohaterowie naszych powieści? Jakie emocje ogarniają nas podczas pracy twórczej? Zapraszam was dzisiaj do przeczytania kolejnych ciekawych wypowiedzi znanych i lubianych autorek i autorów :-)

    Jolanta Kwiatkowska
    (autorka powieści "Przewrotność dobra", "Rozsypane wspomnienia", "Pułapka Nowego Roku")
    Piszę, ponieważ pisanie traktuję jako rozmowę. Szczególną, taką, w której... sama się z sobą zgadzam :-)
    Pisanie jest dla mnie możliwością zweryfikowania swoich kiedyś jedynie słusznych sądów. Dziś już wiem, że nikt nikogo nie powinien osądzać, nikomu narzucać swoich racji i nikomu nie odbierać prawa do szczęścia, na jego warunkach.
    Kiedy piszę, mam wrażenie, że poznaję... siebie od nowa. Moje Ja - to, które musiało z wielu różnych powodów milczeć, szeptać, nieśmiało przebąkiwać - zaczyna głośno mówić, czasami nawet krzyczeć :-)
    Moi bohaterowie są dla mnie najlepszymi z możliwych interlokutorami. Mówią tylko wtedy i to, co ja akurat chcę usłyszeć ;)

    Małgorzata Gutowska-Adamczyk
    (autorka powieści "Wystarczy, że jesteś", cyklu książek "Cukiernia pod Amorem", "Podróż do miasta świateł")
    Piszę, ponieważ taki był mój plan od dzieciństwa, ponieważ nie znam lepszego sposobu na życie po życiu, choć oczywiście nie mam żadnej pewności, że moje książki mnie przeżyją.
    Pisanie jest dla mnie męką, bez dwóch zdań.
    Kiedy piszę, nie odgradzam się od rzeczywistości.
    Moi bohaterowie są dla mnie tym, kim ludzie dla Boga. Stwarzam ich, a potem daję im wolną wolę.

    Renata Kosin
    (autorka powieści "Mimo wszystko Wiktoria", "Bluszcz prowincjonalny")
    Piszę, ponieważ nie muszę. Najbardziej chyba zniechęca mnie do działania zewnętrzny przymus, by cokolwiek zrobić. Pisanie było moim świadomym wyborem. Nie bez znaczenia jest też poczucie, że w każdej chwili mogłabym zrezygnować, gdybym tylko chciała - choć to tylko poczucie, ponieważ raczej już nie wyobrażam sobie, że mogłabym robić coś innego.
    Pisanie jest dla mnie czymś innym, zależnie od dnia, nastroju, otoczenia. Czasem czystą przyjemnością, czasem po prostu pracą, czasem sposobem na to, by egoistycznie uciec od codzienności. Zawsze jednak, niezależnie od samopoczucia, jest czynnością bardzo intymną. Nie pokazuję nikomu efektów mojej pracy, zanim nie uznam jej za skończoną, nie dzielę się moimi odczuciami, a wszelkie próby zerkania mi przez ramię odbieram jak zaglądanie do osobistego pamiętnika.
    Kiedy piszę, znikam. Moi najbliżsi wiedzą, że gdy zasiadam do pisania, przestaję istnieć dla świata zewnętrznego. Pewnie dlatego, że nigdy nie miałam zbyt podzielnej uwagi. Jeśli się za mocno skupiam na jednej rzeczy, inne oglądam niedostatecznie uważnie i wiele mi umyka, dlatego wolę tej mojej uwagi nie rozmieniać na drobne, na ile to jest oczywiście możliwe.
    Moi bohaterowie są dla mnie po prostu bohaterami moich książek. Zżywam się z nimi tylko na czas pisania, staram się jak najlepiej poznać, by móc o nich opowiedzieć czytelnikowi. Kiedy się z nimi rozstaję, nie tęsknię aż tak bardzo, ponieważ pojawiają się nowi.

    Anna Klejzerowicz 
    (autorka powieści "Cień gejszy", "Czarownica", "Córka czarownicy")
    Piszę, ponieważ... zawsze pisałam, odkąd w wieku czterech czy pięciu lat poznałam litery, więc widocznie to zajęcie było mi... pisane :-)
    Pisanie jest dla mnie... i pracą i pasją.
    Kiedy piszę... skupiam się na pracy bezwzględnie.
    Moi bohaterowie są dla mnie... kreacjami, w które muszę tchnąć życie. 

    Karolina Wilczyńska
    (autorka powieści "Ta druga", "Performens", "Anielski kokon")
    Piszę, ponieważ to dla mnie forma dialogu z czytelnikiem. Mówię o tym, co dla mnie ważne, co mnie porusza i mam nadzieję, że poruszy także tych, którzy czytają.
    Pisanie jest dla mnie nieodłączną częścią życia, moim sposobem na komentowanie otaczającej mnie rzeczywistości.
    Kiedy piszę, cała zanurzam się w świecie moich bohaterów, żyję ich życiem. Trudno mi wtedy zajmować się codziennymi obowiązkami.
    Moi bohaterowie są dla mnie niezwykle ważni. Trochę jak dzieci, które wypuszczam w świat. Daję im żyć własnym życiem, ale troszczę się o nich i śledzę ich losy. I, jak to dzieci, mają jakąś cząstkę mnie, ale są osobnymi i niezależnymi bytami.

    Władysław Zdanowicz
    (autor cyklu książek "Misjonarze z Dywanowa")
    Piszę, ponieważ to jest fajny sposób na opowiedzenie historii literackiej, która narodziła się w mojej głowie. 
    Pisanie jest dla mnie prostsze niż śpiewanie i bardziej bezpieczne dla odbiorców.
    Kiedy piszę, potrzebuję spokoju, choć potrafię się wyłączyć i opowiadać (pisać) swoje historie, gdy wokół mnie dzieją się dziwne rzeczy.
    Moi bohaterowie są dla mnie zwykłymi ludźmi z krwi i kości, ze swoimi słabościami i zachowaniami, których osobiście u siebie bym nie zaakceptował. To mimo wszystko jest ich życie i muszą żyć swoim życiem, a nie tym, co autor dla nich wymyślił. Przede wszystkim muszą być prawdziwi...

    sobota, 2 listopada 2013

    Kiedy piszę... czyli o mękach i radościach tworzenia (2)

    "Wydaje się bowiem (...) że piszemy nie palcami, lecz całą swą osobą. Nerw, który zawiaduje piórem, okręca się wokół każdego włókna naszej istoty, przewleka przez serce, przenika wątrobę."
    (Virginia Woolf)

       Jak to jest z nami, pisarzami? Co sprawia, że sięgamy po pióro? Czym jest dla nas pisanie? Przymusem? Potrzebą? Zawodem, jak każdy inny, a może pasją naszego życia? Jakie emocje towarzyszą nam w tym niezwykłym procesie tworzenia nowych rzeczywistości? Radość i ekscytacja, czy też raczej zniecierpliwienie, frustracja i lęk?
       Zaciekawiona tym tematem postanowiłam poprosić znanych pisarzy i pisarki o dokończenie czterech zdań z nadzieją, że ich odpowiedzi zdołają choć trochę przybliżyć nam motywy i uczucia związane z trudnym i wyczerpującym, a jednocześnie niezwykłym i fascynującym zajęciem - pisaniem.
       Otrzymałam wiele ciekawych, nieraz zaskakujących odpowiedzi (za co wszystkim bardzo, bardzo dziękuję!). Dzisiaj zapraszam was do pierwszego z serii kilku postów poświęconych pisarzom i ich osobistym odczuciom związanym z tworzeniem powieści. A więc... dlaczego piszemy? Poczytajcie :-)

    Manula Kalicka
    (autorka powieści "Szczęście za progiem", "Wirtualne zauroczenie", "Tutto bene")
    Piszę, ponieważ lubię niekiedy pozmyślać.
    Pisanie jest dla mnie umajeniem codzienności.
    Kiedy piszę, okropnie się denerwuję.
    Moi bohaterowie są dla mnie bliskimi ludźmi, choć często o nich, gdy skończę, zapominam. Ale bywam z nich dumna, gdy im się udaje.

    Magdalena Zimny-Louis
    (autorka powieści "Pola" i "Ślady hamowania")
    Piszę ponieważ nie stać mnie na drogą terapię u psychoanalityka, wolę sobie poprawiać samopoczucie czymś, co nie kosztuje :)
    Pisanie jest dla mnie najkrótszą drogą do uzyskania spokoju w głowie oraz formą relaksu, a także wymówką, aby nie robić nic innego, na przykład pracować czy sprzątać.
    Kiedy piszę, prowadzę wykopaliska w sobie samej, wygrzebuję starocie, skarby potem leżą na wierzchu, nie wszystko da się opisać, nie wszystko warto. Nie zastanawiam się czy to, co piszę spodoba się czytelnikowi, nie umiem się podlizywać i tak naprawdę nie wiem, czego kobiety szukają w książkach. Jednakże kiedy kończę pisać, zaczyna wzbierać we mnie strach, czy aby to, co napisałam, kogoś jeszcze zainteresuje poza mną.
    Moi bohaterowie są dla mnie osobami, które kiedyś spotkałam, które chciałabym spotkać, albo o których nie spotkanie trzeba się modlić (szczególnie w najnowszej książce, która trafi na półki początkiem 2014 roku).

    Marta Obuch
    (autorka powieści "Precz z brunetami!", "Łopatą do serca", "Miłość, szkielet i spaghetti")
    Piszę, ponieważ nie umiem bez tego funkcjonować. To przymus i przeznaczenie. Rzecz, której podporządkowuję wszystkie inne pasje, zobowiązania i co tylko - jeśli to nie oznacza popadania w przesadę.
    Pisanie jest dla mnie stwarzaniem lepszego świata, sposobem na życie. Dobrą energią, wyzwaniem, spotykaniem interesujących ludzi. Patrzeniem. Myśleniem. Chichotem. 
    Kiedy piszę, mocno się koncentruję. Przebywam gdzie indziej. Mam dobry humor lub popadam w depresję, jeśli wena pokazuje mi szyderczo jęzor.
    Moi bohaterowie są dla mnie ważni. Muszę ich czuć, muszą być wiarygodni, więc poświęcam im dużo czasu. Dbam o nich, bo to plus, pomysł tworzy rusztowanie dobrej książki.

    Maria Ulatowska
    (autorka powieści "Domek nad morzem", "Sosnowe dziedzictwo", "Pensjonat Sosnówka")
    Piszę, ponieważ to lubię i chcę.
    Pisanie jest dla mnie rozrywką i - teraz - na emeryturze - sposobem na życie.
    Kiedy piszę, świat istnieje obok.
    Moi bohaterowie są dla mnie żywymi ludźmi, przywiązuję się do nich i są, choć w epizodach, w następnych książkach.

    Mariusz Zielke
    (autor powieści "Wyrok", "Księga kłamców", "Formacja trójkąta")
    Piszę, ponieważ... nie potrafię robić niczego innego. To moja pasja, hobby i perwersyjna wręcz potrzeba zapewnienia sobie przyjemności. Piszę od małego, pisanie to moja największa miłość (dyplomatycznie dopowiem: zaraz po żonie i dzieciakach). 
    Pisanie jest dla mnie... przyjemnością, największą z możliwych. Piszę dla siebie, choć oczywiście chcę, żeby moje książki przeczytało jak najwięcej osób. Ale nie robię tego dla kasy, jak z resztą niczego w życiu nie robiłem dla pieniędzy.
    Kiedy piszę... świat "na zewnątrz" się zatrzymuje, przestaje w zasadzie dla mnie istnieć. Jestem tylko ja i historia, która rodzi mi się w głowie, bohaterowie, którzy zaczynają żyć własnym życiem i prowadzą mnie do światów, których dotąd nie znałem.
    Moi bohaterowie są dla mnie... bardzo ważnymi przyjaciółmi. Tworzę te osoby z myślą o prawdziwych ludziach, buduję postacie złożone z obserwacji rzeczywistości, ale wkładam w nie dusze, które są jakąś częścią mnie, mojej wyobraźni, mojej dobrej i złej strony, moich strachów, obaw i pragnień.

    Barbara Sęk
    (autorka powieści "Dlaczego ona?")
    Piszę, ponieważ życie jest za krótkie, by mieć tylko jeden żywot. Wchodząc w skórę bohaterów, mam ich kilka, kilkanaście i stwarzam pozory. Będę mieć wrażenie, że później niż u innych, pojawi się w moim życiu napis: "game over". Wykorzystam do cna wszystkie możliwości.
    Pisanie jest dla mnie sposobem na odkrycie własnych pokładów świadomości, doskonałym sposobem na rozwinięcie intelektu i osobowości. Nic tak nie uczy samodyscypliny, uporu, cierpliwości i dystansu. To poszerza horyzonty i przede wszystkim uczy empatii.
    Kiedy piszę, nie jem, nie śpię, nie sprzątam, nie piorę, nie myję naczyń (siebie myję - siła wyższa :-)). Z tego samego powodu gości wówczas nie przyjmuję. Kiedy piszę, nie istnieję dla świata realnego. Istnieję tylko dla świata przedstawionego. M.in. bohaterów.
    Moi bohaterowie są dla mnie najbliższą rodziną. Choćbym ich nienawidziła, i tak muszę z nimi jakoś funkcjonować. Pomimo wszystko, do końca.

    środa, 30 października 2013

    Kiedy piszę... czyli o mękach i radościach tworzenia (1)

       Czytając ostatnio pewien bardzo ciekawy artykuł, zaczęłam się zastanawiać jak to właściwie jest z nami, pisarzami. Co sprawia, że sięgamy po pióro? Czym jest dla nas pisanie? Przymusem? Potrzebą? Zawodem, jak każdy inny, a może pasją naszego życia? Jakie emocje towarzyszą nam w tym niezwykłym procesie tworzenia nowych rzeczywistości? Radość i ekscytacja, czy też raczej zniecierpliwienie, frustracja i lęk?
       Pytania te zaczęłam sobie zadawać nie bez przyczyny, albowiem artykuł, który właśnie czytałam (o wdzięcznym tytule "Piłowanie trupa i inne męki pisarzy" z czasopisma Polityka), traktował o tych wszystkich mniej atrakcyjnych stronach pisarstwa - frustracji, lęku przed niemocą twórczą, braku motywacji, niepewności i niezadowoleniu z efektów własnej pracy.
       Zainteresowanych tematem zachęcam do przeczytania całości tutaj, a ja tymczasem pozwolę sobie przytoczyć kilka ciekawszych cytatów:
    "Pisanie książki przypomina straszliwą i wyczerpującą walkę, jest jak długie zmaganie się z bolesną chorobą. Nikt by nie przedsięwziął takiej rzeczy, gdyby nie był popychany przez jakiegoś demona, któremu nie można się ani przeciwstawić, ani go zrozumieć." (George Orwell)
    "Jestem bardziej wyczerpany, niż gdybym góry przenosił. Chwilami chce mi się płakać. Trzeba woli nadludzkiej, a ja jestem tylko człowiekiem. (...) przesiedziałem cztery godziny, a nie mogłem skończyć jednego zdania (...) co za okropna praca! Co za nuda! O sztuko! Sztuko! Czymże jest ta wściekła chimera, która wyżera nam serca i dlaczego? To szaleństwo zadawać sobie tyle bólu". (Gustaw Flaubert)
    - "W pisaniu wszystko jest męczące oprócz tych paru chwil, kiedy wychodzi. Najgorzej, kiedy nie idzie, a jeszcze gorzej, kiedy idzie na niby. Jak się coś napisze, i gołym okiem widać, że jest złe, fałszywe, a poprawiać nie ma jak. Jak pisał o takim stanie Konwicki, "piłowałem tego trupa dniami i nocami, i nawet kropli krwi nie puścił". Z kolei jak pisanie idzie dobrze, to przecież też jest źle, bo zapowiada, że zaraz nie będzie szło, a jak nie idzie, to wcale nie znaczy, że zaraz ruszy. Przeciwnie, człowiek się boi, że już nigdy nie pójdzie." (Jerzy Pilch)
    "Najpiękniejsze są książki nienapisane. Ale w tym tkwi głębsza mądrość: nawet gdyby pisarz był takim mistrzem pióra, że w każdym momencie wybierze najdoskonalsze rozwiązanie, to i tak, krok po kroku, schodzimy od olśniewającego, przebogatego arcydzieła, jakie ujrzeliśmy w tym pierwotnym wyobrażeniu, do karłowatego podkurcza, ułamkowego odprysku piękna, który posiada tylko tę jedną marną przewagę: że istnieje" (Jacek Dukaj)
       Zaintrygowana tematem zaczęłam szukać dalej i przeglądając sieć natrafiłam na fragment Dziennika węgierskiego pisarza Sandora Marai, w którym autor tak pisał o procesie tworzenia: "Każda linijka, którą zapisuję (...) budzi we mnie niewypowiedziane napięcie i niepokój. To uczucie nie przemija z latami, z doświadczeniem, z rutyną zdobytą w rzemiośle (...) lecz przeciwnie, wzrasta. W porze dnia, którą poświęcam pracy, wszystko mnie denerwuje i przeszkadza, rozmowa telefoniczna wytrąca mnie z równowagi, a wiadomość, że ktoś ma mnie odwiedzić, że muszę się wywiązać z codziennego zadania "na czas", unicestwia mnie dosłownie, jest jak strach przed atakiem bólu fizycznego (...) Żyję już tylko pomiędzy linijkami moich prac - a jakież one niedoskonałe, biedne, jak przygnębiająco nędzne są te linijki! - wszystko inne to tylko przygotowanie, zbieranie sił do tych kilku zdań. Czytanie, jedzenie, spanie, całe zachwycające misterium życia stanowi tylko rekwizyt i przygotowanie do pracy, i w coraz większym stopniu już tylko to."
       Coraz mroczniej - pomyślałam wlepiając wzrok w monitor komputera i chłonąc każde słowo. Siłą rzeczy zaczęłam się zastanawiać, jak to jest w moim przypadku. Czy i ja czasami czuję się podobnie? Owszem, z własnego doświadczenia wiem, że pisanie do lekkich zajęć nie należy, bo i mnie nieraz chciało się przy tym płakać z bezsilności, zdarzało się rzucać pisaniem w cholerę i przysięgać sobie, że tych beznadziejnych notatek już nawet kijem od miotły nie tknę. A jednak zawsze do pisania wracałam. Czasem zajmowało mi to tydzień, czasem kilka miesięcy, ale wracałam. Bo mimo wszystko nie zawsze jest tak źle. Pisanie to także radość tworzenia. Niezwykła podróż w głąb siebie, swoich myśli, spostrzeżeń, przekonań. To odkrywanie nowych dróg, drugie życie wręcz, które toczy się niepostrzeżenie tuż obok pierwszego. A ten moment, gdy zapisujemy ostatnie zdanie... Rety, czy z tym uczuciem cokolwiek może się równać?!
       Oderwałam się od rozmyślań i powróciłam do codziennych obowiązków. Coś jednak, jakaś myśl natrętna, nie dawało mi spokoju. W końcu, gdy znalazłam chwilkę, zasiadłam ponownie przed monitorem. Głupoty ci w głowie - myślę. - Lepiej wzięłabyś się za pisanie powieści, która leży rozćwiartowana na miliony kawałeczków i czeka, aż ją łaskawie posklejasz. Czekała tak długo, to jeszcze trochę poczeka - odpowiadam w duchu sama sobie i ponownie zagłębiam się w poszukiwaniach odpowiedzi na swoje pytania.
       W końcu trafiam na to, czego szukałam: Orhan Pamuk, laureat literackiej Nagrody Nobla w 2006 roku, w wywiadzie udzielonym dziennikarzom Polityki przyznaje, że pisanie to nie tylko jego religia, ale także jego życie. Spędza przy biurku po 11 godzin dziennie i zwyczajnie uwielbia pisać. "Wymyślasz ciekawe słowa, postacie, wierzysz w nie, a one stają się realne, mówią do ciebie, ty zaś starasz się je kontrolować (...) Niektórzy mówią, że pisanie jest trudne, ale to przede wszystkim wielka frajda". No proszę, czyli jednak niektórym pisanie sprawia przyjemność! - myślę z satysfakcją, po czym uświadamiam sobie pewną oczywistą oczywistość - no przecież gdyby pisanie było taką męczarnią, to te setki tysięcy pisarzy z całego świata (ba! miliony nawet), publikujących lub piszących do szuflady, należałoby uznać za intelektualnych masochistów.
       I wtedy mnie olśniło. A gdyby tak zapytać samych pisarzy, co oni sądzą na ten temat? Dlaczego piszą? Co czują podczas pisania? Kim są dla nich postacie, które tworzą? No to jest myśl! W taki oto sposób wiadomości z pytaniami poszły w świat. Odpowiedzi waszych ulubionych pisarzy i pisarek zaczęły powoli do mnie napływać, tak więc już niedługo będę mogła kontynuować ten temat. Zapraszam! Będzie ciekawie :-)

    wtorek, 22 października 2013

    To mnie zachwyca: hiperrealizm

       Miłośnicy malarstwa i rysunku od lat zachwycają się ulotnością impresjonistycznych obrazów, eteryczną mieszaniną plam wody i pigmentu na akwarelach oraz uciekającymi od wszelkich konwencji dziełami surrealistów. Tymczasem okazuje się, że istnieje w sztuce nurt, w którym najistotniejszym elementem jest nie symbolika czy impresja, a jak najwierniejsze oddanie rzeczywistości. Nurt ten, rozwijający się dynamicznie od mniej więcej 10-ciu lat i mający swe źródło w fotorealizmie, otrzymał nazwę hiperrealizmu. W obu przypadkach artyści w swej pracy bazują na oryginalnych fotografiach, jednakże podczas gdy fotorealiści skupiają się głównie na podobieństwie pomiędzy dziełem i fotografią, hiperrealiści posuwają się o krok dalej starając się nadać swym dziełom wielowymiarowość i emocjonalność, jakiej brakuje fotografii.
       Jednym ze znanych hiperrealistów jest urodzony w 1977 roku w Guadalajara meksykański artysta Omar Ortiz. Omar od dziecka interesował się malarstwem i rysunkiem. Po ukończeniu studiów graficznych postanowił swoją pasją zarabiać na życie. W swojej pracy posługuje się farbami olejnymi, gdyż jego zdaniem malarstwo olejne to najszlachetniejsza z technik. Prace Omara charakteryzuje minimalistyczny hiperrealizm, w którym dominującym elementem jest ludzkie ciało. Tło jego obrazów często stanowią neutralne barwy, rozmaite tekstury lub dzieła sztuki, a uzupełnienie - materiały, które Omar oddaje w sposób mistrzowski.
       Mówiąc o swojej pracy artysta podkreśla, iż zawsze stara się przedstawiać rzeczy w sposób możliwie najdokładniej oddający rzeczywistość. Lubi wyzwania, szczególnie te związane z wiernym oddawaniem na płótnie odcieni ludzkiej skóry oraz jej szczegółów, które najlepiej uwidaczniają się w jasnym, naturalnym świetle. Ponadto Omar stawia w swych dziełach na prostotę wychodząc z założenia, iż nadmierne bogactwo czyni obraz uboższym.
       Poniżej kilka dzieł tego niezwykle uzdolnionego artysty. Wszystkie pochodzą ze stron autorskich
    http://omarortiz.wordpress.com/ oraz http://www.omarortiz.com.mx/, na które serdecznie zapraszam.


















       Obrazy Omara Ortiza zachwycają realizmem i wiernością szczegółów. Dzięki doskonale dobranym odcieniom i wielowymiarowej grze światła i cienia przedmioty na obrazach Ortiza zdają się być jak rzeczywiste, a postacie tak żywe, jakby lada moment miały zejść z płótna. 
       Pragnę serdecznie podziękować autorowi za możliwość umieszczenia jego prac na moim blogu, a Was zapraszam do kliknięcia na link: http://www.boredpanda.com/hyper-realistic-art/, gdzie znajdziecie więcej zdumiewających prac utalentowanych hiperrealistów. Osobiście byłam oczarowana i zachwycona! Gorąco polecam, bo jest na co popatrzeć!